Kiedy mnie przytulasz, kiedy patrzysz na mnie tak jak tylko Ty potrafisz, kiedy pijemy wino pogryzając strasznie śmierdzącym serem, kiedy rzucamy się śnieżkami i robimy w śniegu aniołki, kiedy oglądamy głupie filmy, kiedy zasypiam i budzę się wtulona w Ciebie, kiedy się kochamy, kiedy dajesz mi kwiaty z okazji braku okazji, kiedy wysyłasz mi rozweselające MMS-y, kiedy rozlepiamy wieczorem plakaty i jesteśmy od stóp od głów umorusani klejem, kiedy zapraszasz mnie na kolację do Anatewki albo na kebab, kiedy mnie podle wkręcasz tylko po to, żeby zobaczyć "tę" minę, kiedy robisz mi śniadanie do łóżka, kiedy opowiadasz mi o transformatach Laplace'a, kiedy czekam godzinami pod Twoją salą egzaminacyjną, kiedy w najbardziej uroczy sposób mówisz do mnie "dziewczynko", kiedy śmiejemy się i gadamy o głupotach, kiedy rozmawiamy na tematy poważne, zawsze kiedy jesteś ze mną, ale nawet kiedy Cię nie ma, ale wiem, że tęsknisz i ja też tęsknię. Kocham Cię i czuję się dzięki Tobie najszczęśliwsza na świecie.
skomentuj (1)
ja mam tylko jedno życzenie - niech to nigdy się nie skończy.
Czerwono-żółte tulipany stoją na stole i tak ślicznie pachną, że aż kręci mi się w głowie. Są ludzie, którzy twierdzą, że tulipany nie pachną - nic bardziej mylnego! Mają swój niepowtarzalny tulipanowy zapach, który przywodzi na myśl maj, słońce i motyle. Patrzę więc na te tulipany, wącham i uśmiecham się - do nich, do siebie i do świata.
Słowik nie śpiewać nie może, pisała Salomea Neris, a ja nie mogę się nie uśmiechać.
Wydaje mi się, że osiągnęłam napawdę dobry i zrównowazony stan ducha i umysłu. Patrzę na wszystko dookoła z jakimś aż zadziwiającym jak na mą histeryczną naturę spokojem. Ale to jest właśnie taki dobry spokój, nie marazm, nie spleen, nie obojętność. To dobry, uśmiechnięty spokój. Układam plan na semestr zimowy, wzbijam się na wyżyny literackiego kunsztu, zachwycam się współczesną techniką, która pozwala mi rozmawiać na raz z Grenoble i Iowa City, łapię za guzik na widok kominiarza i cieszę się jesienią (ja też lubię wczesną jesień, kiedy jeszcze ciepło i słońce, a już wokół trochę złoto i brązowo. Ja też ostatnio czuje się jakaś taka złoto-brązowa, o ile nie zabrzmi to nadmiernie grafomańsko).
Dobrze mi na świecie.
Mam taką cechę, którą bardzo u siebie lubię. Mianowicie to, że potrafię strasznie cieszyć się drobiazgami. Promyk słońca, który szczególnie ładnie prześwieca przez gałązki, szum fal rozbijających się o skały, kolorowe kolczyki z sowami, jeden uśmiech, jedno przypadkiem zasłyszane zdanie - a ja już mam ochotę śmiać się do siebie, do ludzi, do świata. To naprawdę bardzo pomaga w życiu :)
A tak poza tym to są wakacje, byłam w Bułgarii, we Wrocławiu (Breslau znów się zesrau!), na Woodstock, napatrzyłam się na księżyc nad Morzem Czarnym, naoglądałam się filmów, nasłuchałam się muzyki i radosnych okrzyków, a teraz ruszam podbijać Bałtów (trzeba w końcu zrobic coś pod kątem kierunku studiów;) ).
Szlag mnie trafił. O co chodziło? Po co taka aluzja? Co to miało na celu? Nie wiem, nie rozumiem, ale cholera mnie wzięła.
Ale jak to sobie na zimno przemyślałam, to doszłam do wniosku, że moja złość nie została wywołana samym faktem puszczenia takowej aluzji, a raczej brakiem możliwości rewanżu z mojej strony. Kurwa.
A teraz jestem zła również na siebie, że przejmuje się takimi głupotami, że się zadręczam rzeczami supełnie nieistotnymi, że przecież powinnam się cieszyć, że z mamą już lepiej, że (tradycyjnie) mam co jeść i gdzie spać, że pod oknem kwitna forsycje, a bzy juz wypuściły pączki. Nic tylko na klęczkach tudzież szczudłach popylać do Częstochowy. A ja mam ochotę skoczyć z mostu po usłyszeniu jednego głupiego zdania, które nawet nie było skierowane do mnie. To nie jest normalne.